czwartek, 27 sierpnia 2015

kulinarny przewodnik po Lwowie.

Uff! W końcu udało mi się skończyć dla Was przewodnik kulinarny po Lwowie! Mam nadzieję, że jest to początek nowego projektu związanego z rozwojem mojego bloga. Jesteście chętni na małe i duże podróże kulinarne? Nie wiem co prawda gdzie, a przede wszystkim kiedy, poniosą mnie moje kubki smakowe, ale na pewno się o tym dowiecie! Inspiracją do rozpoczęcia tego nowego  jedzeniowego projektu był wyjazd do Lwowa, którego oferta restauracyjna i kawiarniana jest tak szeroka, że z pewnością pominęłam wiele wspaniałych lokali. Ceny we wszystkich miejscach są bardzo przystępne, co tylko powoduje, że chcemy jeść więcej i więcej, bo kto odmówiłby sobie pysznego strudla za niecałe 6 złotych! Wiele z miejsc znajdujących się przy samym rynku lub w jego bliskim sąsiedztwie należy do jednej grupy "Emotional Restaurants" (tutaj możecie znaleźć więcej informacji na temat tego projektu - http://www.fest.lviv.ua/en/restaurants/). Lokale te łączy wyjątkowy klimat, a w każdym z nich możemy dostać bardzo smaczne jedzenie i napić się czegoś dobrego, nie tylko bezalkoholowego. Lwów nie jest dużym miastem, dzięki temu wszystkie restauracje i kawiarnie znajdują się w bliskim sąsiedztwie.


Najpierw parę słów o tym czego we Lwowie spróbować trzeba koniecznie. Najpopularniejszym daniem jest chyba barszcz ukraiński, który razem z moim chłopakiem testowaliśmy w prawie każdej restauracji, najlepszy był on naszym zdaniem w Kryjówce, o której za chwilę. Dużą popularnością cieszą się również solanka oraz zupa grzybowa. Przy rynku możemy znaleźć wiele budek sprzedających przepyszne przekąski - perepiczki, czyli parówki w słonym cieście drożdżowym, są one szczególnie popularne w porze śniadaniowej. Koniecznie musicie spróbować pielmieni oraz wareników, czyli dwóch różnych rodzai pierogów, które są przysmakiem kuchni wschodniej. Moim zdaniem najlepsze pierogi możemy zjeść u Cioci Stefy, gdzie serwowane jest domowe ukraińskie jedzenie. A na deser koniecznie trzeba się wybrać galicyjski sernik albo strudel. Kuchnia galicyjska cieszy się dużą popularnością i na stałe wpisała się już w kulinarną mapę miasta. A teraz, bez zbędnych słów, przejdźmy do poszczególnych restauracji i tego co możemy w nich zjeść, czego się napić oraz ile będzie nas to w ogóle kosztowało.




Atlas



Na rynku, w pobliżu słynnej Czarnej Kamienicy, znajduje się Kawiarnia Atlas, która przed wojną była miejscem spotkań lwowskiej elity artystycznej. Menu, dostępne w języku ukraińskim oraz angielskim, jest wykonane w oparciu o polską kartę, która była dostępna w kawiarni przed wojną. Warto zajrzeć do wnętrza kawiarni, gdzie na podłodze znajdują się oryginalne kafelki, a całość utrzymana jest w przedwojennym stylu.


Poza pyszną kawą i dużym wyborem herbat, w Atlasie serwowane są również dania kuchni ukraińskiej, a także śniadania. Podczas mojego pobytu miałam okazję spróbować śniadaniowych serników z wiśnią podawanych z dżemem i kwaśną śmietaną (45 hrywien, czyli około 8 złotych) oraz naleśników z jabłkami (35 hrywien, czyli około 6 złotych). Obydwa dania były bardzo smaczne i sycące.


Ukraińskim przysmakiem, którego koniecznie należy spróbować jest sało, czyli marynowana słonina. Potrawa ta jest wysoko kaloryczna, dlatego głównie podaje się ją zimą i popija wódką. W Atlasie podają je z przepysznym ciemnym chlebem, smalcem oraz kiszonymi ogórkami - pychota! Barszcz ukraiński oraz wareniki z serem były dobre, ale możemy we Lwowie znaleźć dużo smaczniejsze. 




A na deser polecam jagodowy sernik na zimno podawany ze świeżymi owocami (45 hrywien, czyli około 8 złotych). Muszę przyznać, że nie przepadam za tego typu sernikami, ale ten był wyjątkowy, pełen jagodowego smaku, gładki i przede wszystkim nie był przesłodzony. Mój chłopak zamiast sernika zdecydował się na lokalne piwo Lvivske 1715 (20 hrywien, czyli około 4 złotych).




Centaur


Restauracja Centaur również położona jest przy samym rynku. Nie miałam okazji spróbować ich dań obiadowych, ponieważ zawitaliśmy tam tylko na śniadanie. Jedynym minusem tego lokalu jest obsługa, która pozostawia dużo do życzenia. Moje jedzenie - tosty francuskie (38 hrywien, czyli około 7 złotych), zostało podane, kiedy mój chłopak już kończył swój posiłek. Nie przeszkadzało mi to jakoś szczególnie, bo i tak podjadałam jego naleśniki z serem (52 hrywny, czyli około 10 złotych). Do tego zamówiliśmy czarną herbatę z cedrem bergamotki oraz kawę po lwowsku.




Kawiarnia Wiedeńska


Kawiarnia Wiedeńska, położona przy alei Swobody 12,  jest kolejnym miejscem gdzie możemy zjeść śniadanie, a przede wszystkim napić się przepysznej kawy. Szczególnie polecam placki ziemniaczane z serkiem wiejskim (27 hrywien, czyli około 5 złotych) oraz kawę "niespodziankę" podawaną z koglem moglem (30 hrywien, czyli około 5,50 złotych).




2 Gołąbki



Dopiero co otwarta restauracja, należąca do wspomnianej już grupy "Emotional Restaurants", położona jest przy samym rynku pod numerem 11. Jak sama nazwa wskazuje możemy tam zjeść gołąbki. Do wyboru są różne wersje, ja spróbowałam tych zwyczajnych - z ryżem i mięsem, a także dwóch nowych dla mnie smaków - pikantnego z kurczakiem i grzybami oraz z bundzem i kaszą kukurydzianą z dodatkiem boczku.



Do tego mamy do wyboru trzy różne sosy - grzybowy, warzywny (pikantny z dodatkiem ostrej papryki) oraz śmietanowy z koperkiem. A do picia pyszny domowy kompot. Mnie najbardziej przypadł do gustu ten klasyczny oraz sos warzywny.



Obsługa jest ciągle uśmiechnięta i bez problemów możemy dogadać się z nią po polsku (jak w całym Lwowie). Ceny są bardzo przystępne - jeden gołąbek z sosem kosztuje 12 hrywien, czyli około 2 złotych. Jeśli nie jesteście fanami gołąbków, koniecznie wstąpcie chociaż na chwilę, aby obejrzeć sufit wyłożony kolorowymi naczyniami żaroodpornymi - robi wrażenie!


Międzynarodowy Fundusz Pierogowy



Pora na jedno z niewielu miejsc, którego polecić nie mogę, a wręcz odradzam pójście tam. Restauracja, położona przy ulicy Katedralnej 3,  kusi nie tylko nazwą, ale również wystrojem. Niestety pierogi, które dostaliśmy były najzwyczajniej w świecie niesmaczne. Pielmieni (38 hrywien, czyli około 6 złotych) były zdecydowanie zbyt duże i zbyt twarde, a wareniki (29 hrywien, czyli około 5 złotych) wodniste i rozgotowane.



Dom Legend


Dom Legend jest kolejną restauracji należącą do grupy "Emotional Restaurants".  Restauracja znajduje się w kamienicy przy ulicy Staroievreiskiej 48. Na każdym z pięter znajdują się tam tematyczne pokoje związane z historią Lwowa. Warto wspiąć się na samą górę, aby podziwiać panoramę starówki i nie tylko. Godnym polecenia w tym miejscu jest na pewno barszcz lwowski (32 hrywny, czyli około 6 złotych) oraz żeberka podawane z pieczonymi ziemniakami i sosem śliwkowym (98 hrywien, czyli około 18 złotych). Do tego lokalne białe piwo - Lvivskie (26 hrywien, czyli około 5 złotych) i popularny na Ukrainie kwas chlebowy (18 hrywien, czyli około 3 złotych). Spróbowaliśmy również placków ziemniaczanych, ale niestety nie były smaczne, głownie ze względu na to iż przesiąkły sosem i przez to nie były chrupiące.




Lampa Gazowa


Restauracja Lampa Gazowa, znajdująca się przy ulicy Ormiańskiej 20, jak każdy lokal grupy "Emotional Restaurants" zachwyca swoim wystrojem. Restauracja reklamuje się jako muzeum lampy gazowej i rzeczywiście możemy w niej poznać historię lamp oraz ich konstrukcję.


Jeśli chodzi o jedzenie to mieliśmy okazję spróbować barszczu ukraińskiego, który był bardzo dobry oraz pikantnej domowej kiełbasy wieprzowej z sosem barbecue, która była wyśmienita. Nasi znajomi zamówili równie smaczne i efektowne danie podawane na rozgrzanej patelni - potrawkę z kurczaka w sosie śmietanowym z warzywami. Niestety, wykonane przeze mnie zdjęcia menu wyszły nieostre i nie mogę podać Wam dokładnych cen, ale zapewniam Was, że nie odbiegają one od tych z pozostałych restauracji tej grupy.



U Cioci Stefy


Położona przy Alei Swobody 10 restauracja wygląda niepozornie - drewniane stoły i ławy, ludowe dekoracje, strach na wróble, a nawet płot... ale zapewniam Was, że jest to jedno z najlepszych miejsc we Lwowie, gdzie serwowana jest domowa kuchnia ukraińska. Możemy zjeść tutaj bardzo dobry barszcz ukraiński (15 hrywien, czyli niecałe 3 złote) oraz solankę (25 hrywien, czyli około 4 złotych).



Jednakże najbardziej polecam pielmieni i wareniki (obydwa dania kosztują 25 hrywien, czyli około 4 złotych), które są najlepsze w całym mieście! A do tego domowy kwas chlebowy, który również kosztuje 25 hrywien.



Pyzata Chata 


Bary Pyzata Chata, w których serwowane są dania kuchni ukraińskiej, cieszą się dużą popularnością głównie ze względu na niskie ceny dań. W samym Lwowie znajdziemy 4 takie restauracje, my wybraliśmy się do tej położonej u zbiegu ulic Kościuszki i 3 Maja. Z bufetu wybraliśmy barszcz ukraiński, wareniki oraz kurczaka z ziemniakami. Jedzenie było tanie, ale sposób jego podania oraz smak nie zachwyciły nas. Na pewno jest to miejsce gdzie możemy zjeść tanio i szybko, ale warto podczas pobytu we Lwowie poświęcić czas na zjedzenie w lepszym miejscu za niewiele większe pieniądze.

Kumpel




Restauracja Kumpel należy do sieci "Grupa Kumpel", we Lwowie znajdziemy dwa puby o tej nazwie. My zdecydowaliśmy wybrać się do tego większego przy ulicy Viacheslava Chornovola 26, w bliskim sąsiedztwie Alei Swobody. Zamówiliśmy zestaw testowy trzech piw - Jasne Galicyjskie, Pszenne Galicyjskie oraz Ale Brunatny (29 hrywien, czyli około 5 złotych) oraz Bajderkę - klasyczną kiełbasę galicyjską z wieprzowiny (35 hrywien, czyli około 6 złotych). Do kiełbasy obowiązkowo musieliśmy zamówić "dodatek kumplowski", czyli pieczone ziemniaki, kapusta przyrządzona na dwa różne sposoby oraz trzy sosy (44 hrywny, czyli około 8 złotych). Zarówno piwo jak i jedzenie było smaczne, ale nie zachwycało.



Lwowski Dom Galicyjskich Serników i Strudli



Po tych wszystkich pysznościach koniecznie trzeba zjeść deser! Wnętrze Lwowskiego Domu Galicyjskich Serników i Strudli, jak przystało na lokal grupy "Emotional Restaurants", urządzone jest w stylu starej piekarni, a na ścianach znajdują się wieszaki oraz lampy wykonane z wałków do ciasta. Przy długiej ladzie znajdziemy każdy możliwy rodzaj strudli (30 hrywien za kawałek, czyli około 5 złotych) i serników (40 hrywien za kawałek, czyi około 7 złotych), a do każdego z nich możemy dobrać sosy. Zdecydowanie najbardziej polecam Wam sernik z makiem oraz tradycyjnego jabłkowego strudla. Do tego bardzo dobre espresso za jedyne 24 hrywny, czyli około 4 złotych.


Ponadto możemy przez cały dzień oglądać jak strudle i serniki są przygotowywane przez obsługę schowaną za szklaną szybą. Zatrzymajcie się na chwilę i doceńcie jak dużo wprawy wymaga przygotowanie idealnie cienkiego ciasta na strudle.



Lwowska Fabryka Czekolady


Jeśli jednak nie jesteście wielkimi zwolennikami strudli i serników to polecam Wam wycieczkę do Lwowskiej Fabryki Czekolady. Na parterze lokalu położonego przy ulicy Serbskiej 3, znajduje się kawiarnia, a na piętrze sklep z czekoladą. Znajdziecie tu wszystko, począwszy od bloków czekolady, poprzez tabliczki, pralinki, aż po czekoladowe figurki. Z całej gamy propozycji, zdecydowałam się na zakup białej czekolady z makiem (47 hrywien, czyli około 8 złotych), która była bardzo smaczna.


Dla tych z Was, którzy nie planują wyjazdu do Lwowa, a mają ochotę spróbować tych pysznych czekolad. Od trzech lat w Krakowie działa filia Lwowskiej Fabryki Czekolady, a od niedawna w Warszawie możecie spróbować tych czekolad pod marką Krakowskiej Fabryki Czekolady. 

Kryjówka

Jest to jeden z najciekawszych lokali we Lwowie. O Kryjówce dowiedzieliśmy się od recepcjonistki w naszym hotelu, która poleciła nam ją, mówiąc, że znajduje się gdzieś w bramie przy rynku i musimy ją odnaleźć. Z pomocą internetu odnaleźliśmy drewniane drzwi, zapukaliśmy i podaliśmy hasło. Nie będę Wam zdradzać co dzieje się po przejściu bramy, ani tego jak wygląda sam wystrój i atrakcje, jeśli chcecie możecie te informacje znaleźć na podanej już stronie grupy "Emotional Restaurants" lub po prostu pytając wujka Google. Powiem Wam jedynie, że brama, w której znajduje się Kryjówka, położona jest nieopodal Lwowskiego domu galicyjskich serników i strudli oraz w bezpośrednim sąsiedztwie Najdroższej Restauracji Galicyjskiej. Hasła Wam nie podam, jeśli chcecie pójść na łatwiznę to bez problemu znajdziecie je w internecie. A jeśli nie to pokombinujcie, to w końcu kryjówka, nie może być zbyt łatwo się do niej dostać! Co do jedzenia, to szczególnie polecam Wam barszcz ukraiński, podawany "po wojskowemu" z dużą ilością dodatków (38 hrywien, czyli niewiele ponad 6 złotych). Ale przede wszystkim musicie spróbować tamtejszych nalewek (14 hrywien za 50ml, czyli mniej niż 3 złote). Najbardziej smakowała nam czekoladowa nalewka "Stary Stalin" oraz miodówka. Możecie również spróbować chrzanówki, wódki miętowej oraz cytrynówki. Wszystkie można kupić w sklepie przy wyjściu z restauracji. Sklep ten jest również ważny z innego powodu, pamiętajcie o nim czytając o Najdroższej Restauracji Galicji.




Ulica Staroievreiska


Jeśli wolicie wieczorem udać się raczej na kieliszek wina niż wódki, to polecam wycieczkę na ulicę Staroievreiską. Znajdziecie tam wiele ciekawych miejsc, w których serwowane są zarówno wina z beczek jak i butelkowane. W Bukiecie Wina (lokal zaznaczony na mapie) wypiliśmy po kieliszku Rieslinga (10 hrywien za 100 ml, czyli około 2 złotych). Moje serce skradło jednakże miejsce o nazwie Zielona Śliwka położone przy tej samej ulicy pod numerem 11. Ściany w lokalu udekorowane są spłaszczonymi butelkami po winie. Na takich samych butelkach serwowana jest "deska serów", która poza znakomitym wrażeniem wizualnym jest bardzo dobrze skomponowana (40 hrywien, czyli około 7 złotych). Karta win jest bardzo obszerna i zawiera również pozycje Ukraińskie. Jedynym minusem tego lokalu jest brak karty w języku angielskim, jednakże z kelnerką możemy bez problemu dogadać się po polsku i na pewno doradzi nam dobre, lokalne wino. My spróbowaliśmy czerwonego wina określonego przez kelnerkę jako "jagodowe" (24 hrywny za kieliszek, czyli około 4 złotych).



Teatr Piwa - Pravda



Dla miłośników chmielu również znaleźliśmy idealne miejsce. W Teatrze Piwa, położonym przy samym rynku, możemy spróbować piw na miejscu (każde kosztuje nas wtedy 24 hrywny, czyli około 4 złotych) oraz kupić butelki na wynos. Warto zwrócić uwagę na ciekawe nazwy i etykietki piw, na których możemy znaleźć znanych polityków w nietypowym wydaniu. Mnie do gustu przypadło ciemne piwo z Barackiem Obamą na etykiecie. W surowym wnętrzu możemy obserwować cały proces warzenia piwa oraz jego butelkowania, dzięki czemu w powietrzu unosi się charakterystyczny dla browaru zapach. Na wyższych piętrach możemy usiąść przy stoliku i zamówić do piwa różnego rodzaju przekąski.



Najdroższa Restauracja Galicji


Najdroższa Restauracja Galicji położona jest w bramie przy rynku pod numerem 14. Wystylizowana jest ona na Lożę Masońską, a wejście do niej prowadzi przez drzwi mieszkania numer 8. Nie zdradzę Wam co czai się za drzwiami, ale bądźcie przygotowani na niespodziankę, w końcu wchodzicie do Loży Masońskiej! Ceny rzeczywiście są najwyższe w całym Lwowie, za herbatę trzeba tu zapłacić 350 hrywien, czyli dziesięć razy więcej niż w każdej innej restauracji w mieście. Ceny dań głównych zaczynają się od 1600 hrywien (około 290 złotych), osiągając poziom 3200 hrywien (około 580 złotych). Co ciekawe restauracja nie świeci pustkami, wręcz przeciwnie widać w niej spory ruch. Zadziwieni cenami zaczęliśmy szukać informacji i zdecydowaliśmy się odwiedzić tę restauracje. Każda wydana złotówka była warta tego jedzenia, dawno nie jadłam tak smacznego kremu grzybowego (600 hrywien, czyli około 108 złotych). Na drugie danie zamówiłam sałatkę z pieczoną wołowiną, serem pleśniowym i figami (800 hrywien, czyli około 145 złotych). Mój chłopak zdecydował się na porządny kawałek mięsa - karkówkę z pieczonymi ziemniakami (1250 hrywien, czyli około 225 złotych).




Za całość zapłacilibyśmy, doliczając napoje, około 3000 hrywien (niewiele ponad 540 złotych). Ale już śpieszę Wam z wyjaśnieniem, dlaczego nie zapłaciliśmy tak dużo i dlaczego powinniście pójść spróbować tego wyśmienitego jedzenia. We wspomnianym już sklepie, przy wyjściu z Kryjówki, musicie przy kasie poprosić o kupon do Najdroższej Restauracji Galicji. Trójkątny kupon upoważnia Was do 90% zniżki na całość zamówienia, co oznacza, że od każdej kwoty odcinacie jedno zero. Dzięki temu, zamiast 3000 hrywien zapłaciliśmy jedynie 300 (około 55 złotych)! Nadal była to najwyższa suma jaką zapłaciliśmy we Lwowie za posiłek dla dwóch osób, ale jedzenie było obłędnie smaczne, a obsługa na najwyższym poziomie.



Masoch Cafe



Na koniec zostawiłam sobie i Wam lokal, położony przy ulicy Serbskiej 8, polecany raczej jedynie dorosłym. Przed wejściem do lokalu stoi pomnik Leopolda von Sacher-Masocha - pisarza erotycznego epoki romantyzmu, który urodził się we Lwowie w 1836 roku. Zarówno wnętrze jak i menu jest bezpośrednio związane z historią masochizmu, możemy więc spróbować takich specjałów jak bycze jądra czy serce. Niewątpliwą atrakcją są kelnerki i kelnerzy chodzący z pejczem i oferujący odrobinę pikanterii dla śmiałków. My nie mieliśmy okazji spróbować jedzenia, ale razem ze znajomymi udaliśmy się tam późnym wieczorem na drinka. Zdecydowaliśmy się przetestować wódkę "masochistkę", która ze względu na dużą zawartość chilli wypala kubki smakowe i przełyk... oraz "benzynówkę", która dzięki połączeniu jabłka i cynamonu smakuje jak jabłecznik. Można również spróbować popularnej miodówki oraz chrzanówki, a 100 ml każdej z wódek kosztuje 32 hrywny (około 5 złotych).




Mam nadzieję, że mój kulinarny przewodnik po Lwowie przyda się Wam przy wycieczce do tego wspaniałego miasta. A może właśnie pod jego wpływem zechcecie odwiedzić Lwów? Jeśli będziecie mieli jakiekolwiek pytania odnośnie do restauracji jak i samego miasta to piszcie, a ja postaram się Wam pomóc.



5 komentarzy:

  1. Przekąska u banderowców? Co następne? Piwko w Oświęcimiu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obiad w IKEA ? u szwedzkich najeźdźców ? po potopie szwedzkim Polska już się nie podniosła i stopniowo szła na dno....

      Usuń
    2. Co ma IKEA do Kryjówki? Nie chodzi o narodowość właścicieli i pracowników, to naprawdę takie skomplikowane żeby zrozumieć???

      Usuń
  2. Dzień dobry. Zauważyłam, że ostatnio ktoś wysyłał z mojego konta jakieś obrzydliwe wiadomości. Zapewne poczuł się Pan słusznie obrażony za co bardzo przepraszam i jest mi niezmiernie przykro. To się oczywiście nie powtórzy.

    OdpowiedzUsuń
  3. A gdzie kawiarnia szkocka???
    Reszta - kawał dobrej roboty.
    Smacznego

    OdpowiedzUsuń